7 września 2017

Karpacz 09/2017

Jutro z rańca wybieramy się z K. do Karpacza na weekend. Z tej okazji wzięłam wolne w pracy, o które pytałam się w poniedziałek, dostałam zgodę. Dostałam ją, aby dziś usłyszeć " znowu Cie nie będzie, pewnie jutro będzie młyn" apropo tego znowu - ostatnio byłam na urlopie dwu tygodniowym podczas którego również do mnie wydzwaniali robiąc wielkie halo (nie odebrałam), i usłysząłam po powrocie że urlop w tym czasie to był gest dobry ze strony koleżanki (pytałam ją ze trzykrotnie czy na pewno mogę iść na urlop w tym terminie), ponadto przez prawie trzy lata nie byłam na żadnym zwolnieniu lekarskim, urlop biorę rzadko. Ponadto usłyszałam jeszcze od koleżanki: "chciałam z szefową usiąść do jednego tematu, nie mogę bo Ciebie nie będzie i muszę siedzieć w kancelarii, ale może jakoś usiądę" .. Superrr, pytasz się w poniedziałek czy możesz dostać urlop w piątek lub poniedziałek, dostajesz urlop w piątek, po to aby w czwartek wysłuchiwać tego stękania. Albo dzwoni klient, który jak się okazało czegoś dla nas nie robi, słowa koleżanki "szkoda że mi nie powiedziałaś że  z nim rozmawiałaś, bo on nie wystawia nam tego i tego ...", to mówię, jej że będę dzwoniła do niego raz jeszcze bo muszę, to przekaże jej słuchawkę, na co ona " nie, nie dawaj mi słuchawki, ja i tak nie mam czasu się tym dziś zająć" - to po hugo tak gadasz. Po prostu mam dosyć przysrywania, nękania psychicznego, mieszania mnie z błotem. Wszystkiego poprzednie kozły ofiarne odeszły, ja będę kolejna. Mam nadzieję, że szybciej niż oni wszyscy myślą. Ale są osoby, które twierdzą , że w moim kochanym miejscu pracy, jest pięknie i fajnie. Co z tego, że szefowa nie krzyczy jak coś zrobisz źle, ale nie pomaga Ci raczej jak sobie poradzić z danym tematem, przynajmniej mi. Jedyne co słyszałam, że ona tego nie robiła. Każe nam stawiać się w buty klienta, robię to wielokrotnie, dlaczego w moje buty prawie nikt się nie postawi .. Teraz jesteśmy na etapie, gnojenia mnie do końca. Ale nie będę kolejną osoba , która wyląduje w szpitalu psychiatrycznym. Ja jestem prostym człowiekiem, powiedziałam szefowej dużo ostatnio co myślę i że szukam innej pracy, ale ta rozmowa i tak była prowadzona, tak że to ja jestem taka, nie umiem radzić sobie ze stresem, nie lubię wyzwań. A ona jest taka wspaniała. Oczywiście, nie jestem nie omylna i popełniam błędy, ale niech nikt do mnie nie ma pretensji skoro nikt tego nie chce sprawdzać. Dopiero teraz, po x czasie, szefowa będzie sprawdzała to co robi, ale nie z powodu tego że jest taka cudowna, tylko dlatego że boi się że to ja mogę być taka beznadziejna. Po x czasie, a prosiłam oto ponad rok temu.
Jakby była taka wspaniała, to przez ponad 10 lat funkcjonowania na rynku, zatrudniała by stałą ekipę pracowników (rotacja), a nie tylko dwie osoby. Ponadto syf panujący w tej firmie odkąd tam jestem, mnie drażni. Ciężko pracować w takim bajzlu (osoba do sprzątania jest, ale się do tego nie nadaje wg. mnie, ale że moja szefowa chcę być taka wspaniała to przedłużyła jej umowę. Jest to osoba niepełnosprawna, która chowa się w toalecie gdy nie ma co robić.. Długo by opowiadać , w każdym razie ja tracę swój czas, aby pokazywać jej palcem gdzie przetrzeć kurz. Ok może faktycznie nie dowidzi, ale jak mi widzieć skoro wycierając kurz patrzy się na mnie, a nie na wycierane miejsce??!!) ..
Dlatego, cieszę się że jadę do Karpacza, pójdę w góry, odpocznę psychicznie, o ile nikt nie będzie do mnie wydzwaniał. Ta praca odbiła się na moim zdrowiu, śnie, samopoczuciu i relacjach z bliskimi, rodzina i zdrowie są dla mnie ważniejsze.
Idę się pakować, mam nadzieję, że jutrzejszy dzień zakończy się miło.

2 września 2017

Sięgam pamięcią do momentów (nie piszę, że czasów, bo nie czuje się starą), gdy kilka dni przed 1 września, zastanawiałam się w co się ubiorę na rozpoczęcie roku, gdy czułam  że nastąpi już za chwile koniec wakacji. Hmm to były fajne czasy, chyba najbardziej w pamięci utkwiło mi liceum. Lubiłam tych ludzi,, teraz po latach ma kontakt z 4 osobami i to taki od czasu do czasu.

 Jesień.
 Zimne, coraz ciemniejsze poranki. Kiedyś jej nie lubiłam, ale gdy byłam z S. to się zmieniło. Zabawne, jak pierwsza (nie)miłość, zapada w pamięci. Pewne miejsca  kojarzą mi się tylko z nim. Uśmiecham się na to wspomnienie. 
Ale, ale ... Na teraźniejszość rozpromieniam się totalnie. Choć jeszcze nie udało mi się znaleźć nowej pracy, to mam przy sobie mężczyznę, z którym mogę konie kraść. I to się liczy i to na pozytywach muszę się skupić. 

Łyk kawy i idę zakręcić loki, tzn. podrasować moje naturalne fale. 
Moja koleżanka w końcu znalazła (chyba) odpowiedniego faceta, fajnie widzieć jej szczęście. 
Szczęście przychodzi, w najmniej oczekiwanym momencie. 
Nigdy nie przestanie mnie to zadziwiać. 

14 sierpnia 2017

Zakopane 2017

Zakopane mnie nie zachwyciło, ale zaskoczyło bo nie było tyle ludzi, tak jak w opowieściach znajomych. W drodze do, nie trafiliśmy prawie na żaden korek, tylko już gdy byliśmy bliżej Zakopanego.  Drugiego dnia wybrałam się z K. do Morskiego Oka. Na trzeci dzień, miałam lekkie zakwasy, a na czwarty dzień poszliśmy na Giewont, gdybym wiedziała że na końcowym odcinku są łańcuchy, to zapewne bym tam nie weszła. Łańcuchy, śliskie kamienie = poślizgniecie i siniaki. Droga powrotna to nie było dla mnie miłe uczucie - w pewnym momencie po tym jak K. mnie nadepnął nerwy mi puściły i rozbeczałam się jak małe dziecko. Droga powrotna była straszna, czerwonym szlakiem, spojrzenie w lewo, a tam przepaść. Ludzie, którzy wchodzili mówili " Boże jak tu pięknie", a ja myślałam "co Wy pieprzycie".. Nie miałam frajdy, bo patrzyłam się pod nogi aby się nie wywalić. W tamtym momencie irytowało mnie strasznie wchodzenie po tych łańcuchach, irytowała mnie ludzka głupota - w tym moja.. Powiedziałam, że więcej tam nie wejdę. Jakaś Czeszka albo Słowaczka pytała mojego K. czy nie mógł by iść z nimi? W sensie z nią i z córką, on pierwszy one za nim, a ja na końcu. A on powiedział, jeśli moja dziewczyna się zgodzi. Tak mnie zatkało, że poziom mojej irytacji w drodze powrotnej przez moment był olbrzymi. Nie oczywiście, że się nie zgodziłam. Zrobiło mi się przykro, że tak powiedział. A ja głupia wiem w duchu, że gdyby chciał włazić tam drugi raz  (na Giewont) to bym tam polazła.
W każdym razie po Giewoncie, miałam takie zakwasy w udach, że wchodząc czy schodząc po schodach stawiałam małe kroczki, jak dziecko które dopiero uczy się chodzić. Nie pamiętam kiedy miałam ostatnio takie zakwasy, w ogóle zastanawiam się czy kiedykolwiek miałam takie straszne zakwasy w udach?! Knajpek góralskich  na Krupuwkach tyle co pies na płakał, a takich fajnych miejscówek już nie w stylu góralskim to chyba jeszcze mniej. Lodziarnia Żarneccy była fajna i nie droga i ten smaak - polecam :) Skróciliśmy nasz pobyt w Zakopcu o jeden dzień, bo pogoda była nieciekawa, mieliśmy jechać  na baseny, ale jak się okazało były one na powietrzu, a wówczas lało więc zdecydowaliśmy się na wyjazd.
Z Zakopanego do G. jechaliśmy aż 12 godzin - trafiliśmy na korek, wypadek.
Z racji tego, że moi rodzice pojechali nad morze, to K. nocował u mnie, ja bawiłam się
w kuchareczkę, on zresztą raz też w kucharza, z bardzo smakowitym skutkiem.

Urlop był udany, ale za krótki - psychicznie nie odpoczęłam, mam wszystkiego niemalże tak serdecznie dość, że mój organizm podłapał infekcje  i siedziałam, któregoś dnia z gorączką. Termometr najpierw pokazywał 36,9, potem 37,4, a jeszcze potem 37,8 i się popsuł. 
Zdecydowałam, że szukam innej pracy, bo ta wykończy mnie psychicznie. Ja się za bardzo wszystkim przejmuje i stresuje, ale wszystko ma zawsze dwie strony medalu. Szkoda, że tej drugiej nikt nie dostrzega albo udaje że nie dostrzega. 
Kilka fotek z Zakopca.

Tymczasem pije kawę , bo na 21 idziemy na bilarda ze znajomym, a potem na balety. Zaraz muszę przymalować oko jakoś. Na urlop postanowiłam zrobić sobie doczepiane rzęsy. Czy zrobię to drugi raz? Na urlop, na ważną uroczystość - tak. Tak poza tym to nie. Dlaczego? Bo jest to za drogie i też gdy rzęsy wypadają razem z Twoimi naturalnymi to coraz gorzej to wygląda .. Teraz jestem na etapie, że muszę tuszować swoje rzęsy, żeby wyglądać jak człowiek. Poza tym dziewczyna, o której robiłam nie ma w ogóle terminów więc trzeba się umawiać z wyprzedzeniem .. Wszyscy mówili, że bardzo ładnie i naturalnie to wygląda - na takim efekcie mi zależało. Jest to wygodne, choć rzęsy trzeba przeczesywać bo się czochrają.
No nic idę się ogarniać, trzeba korzystać skoro udało się nam zgrać pierwszy raz od dawna. 
Za to nie lubię dorosłości, 


22 lipca 2017

Wroclaw 2017

Wypad do Wrocławia na koncert Męskiego Grania zaliczam do udanych, pomimo tego, że nocowanie w hostelu to był zły pomysł. Dlaczego? Pomijam to, że jak przyjechaliśmy po 22 to na recepcji nikogo nie było, żeby chociaż był dzwonek, tak to czekaliśmy chwilkę. Zaparkować we Wrocławiu w piątek wieczór w ścisłym centrum - nierealne. Dlatego zostawiliśmy samochód kawałek dalej, jadąc chwilę wcześniej pod prąd - och ten mód zdolny i szalony K. jeszcze na mnie nawrzeszczał. Never mind. Wracając do hostelu, to było w nim czysto, ale ogólna koncepcja tego miejsca, nie spodobała nam się. Wracanie w nocy, chodzenie na paluszkach, wstawanie wcześniej niż inni rano żeby zająć łazienkę, brak pościeli - jedynie koc i kawałek szmatki do przykrycia. Zniechęcił nas, mnie w szczególności chyba na zawsze. Choć gdyby kiedyś przyszło mi zamówić nocleg w hostelu to obowiązkowo zabieram swój śpiwór.  Wrocław - z tych wszystkich miast, w których byliśmy, czyli Gdańsku, Szczecinie, Toruniu, Warszawce - to Wrocław jest najładniejszy, muszę przyznać że to miasto ma coś w sobie pociągającego. To miasto żyje za dnia i nocą. A zieleń miejską mają po prostu najpiękniejszą. W niedziele bylismy też we Wrocławskim Zoo. Afrykarium - świetne ! Terarium - obłędne!  (w sensie ilości żółwi, które uwielbiam!!!) Ale logistyka Zoo (poza Afrykarium) strasznie drażniąca, nie ma wytyczonego kierunku zwiedzania każdy chodzi jak chce.



Doszliśmy do wniosku z K., że nie raz jeszcze powrócimy do Wrocławia, może  z rowerami? I mamy alternatywę - kaczki. Jak zachce nam się kaczki albo steku to pojedziemy do Wrocławia ;D Do Bernarda - mniaaam ! 

A dziś wieczorem idziemy z kumpelką na bilarda i potańcować. Ciekawe czy kumpelka weźmie kolegę (oby). Właśnie pije kawę, dziś mam ten senny dzień, w którym jak przykrywam się kocykiem, zamykam oczy, to jest mi tak błogo czuje jak zapadała w otchłań, a powieki same się zamykają. 

A za 10 dni jedziemy do Zakopanego :) Mam nadzieję, że ta pora deszczowa się skończy do tego czasu.. 

28 czerwca 2017

Ocean pragnień

W sobotę mam obronę pracy dyplomowej. Oprócz mnie będzie też jedna koleżanka. Oczywiście grupa liczyła więcej osób, bo z około 15, ale że obrona 1 lipca to wielu ludzi pewnie zaczyna sezon urlopowy. Choć parę miesięcy temu więcej osób się deklarowało. Sama w tym czasie miałam wracać z gór, ale musiałam przełożyć urlop na początek sierpnia.  Mam nadzieję, że obrona pójdzie szybko i gładko, bo jakoś specjalnie się do niej nie przygotowuje.
Do Warszawy jadę z K. Ale w chwili obecnej wolałabym chyba jechać sama. Czuje jak z każdym dniem chyba oddalamy się od siebie. On ciągle pracuje, widzimy się zazwyczaj tylko raz na tydzień. W poniedziałek przed tym jak pojechałam na rower, rozmawiałam z nim przez telefon. Pytałam, czy może nie pójdzie ze mną na wrotki, odpowiedział że nie bo jedzie na budowę, potem ma spotkanie. Ok, rozumiem. Ale jak już pojechałam na rower i go przypadkiem spotkałam z jego koleżanka w lesie, to w pierwszym momencie zrobiło mi się tak bardzo przykro. Nie, nie zdradzał mnie, rozmawiał - akurat zadzwoniła jak był w pobliżu i potrzebowała rozmowy, bo jej mama jest chora poważnie, chyba ma raka. Jak ich zobaczyłam to tylko powiedziałam cześć i potem krzyknęłam że jadę dalej i pojechałam. Pedałowałam tak szybko, bo tak mnie to zabolało. Domyśliłam się, że to ta koleżanka, bo wcześniej już wspominał o niej i jej mamie i o córce, która akurat była z nimi. Nie byłam zła ani nic, ale patrząc na dzisiejszą sytuacje, jak mu coś mówiłam, i pospieszał mnie, bo zaraz miał iść biegać z żoną kuzyna, to znowu zrobiło mi się przykro - tak rzadko się od ostatnio widujemy i wychodzi na to, że coraz mniej rozmawiamy.. Co z tego, że wpada do mnie z kwiatem.. Mówi, że jakby nie chciał to by nie przyjechał, ale chyba w ten sposób chce zagłuszyć wyrzuty sumienia. W każdym razie ostatnio często kłócimy się o pierdoły. Kłócimy się tak, że kilkanaście minut później ja już nie wiem o co się kłócimy. Ale sceny na ulicy to potrafi robić zajebiste, każdy słyszy. Super. Wiem, nie jestem ideałem, Ale ja pytam, jak minął dzień co robisz, jak się czujesz. A on ciągle mówi o sobie, rzadko pyta jak mi minął dzień. Niby nic, ale zaczynam to zauważać. Miał się odezwać jak wróci z biegania - cisza. Ale ja jestem głupia, myślę o pierścionku a przecież nawet nie słyszę żeby sam z siebie mówił, że mnie kocha.  Na moje słowa "powiedz mi coś miłego" doskonale wie co chce usłyszeć, ale mówi kilkanaście innych słów i dopiero potem te, na których mi najbardziej zależało. To chyba, nie jest ok gdy trzymam to wszystko w sobie. Dlaczego? Bo jak bym mu to powiedziała, to by nie mówił nic innego, że ciągle wszystko to jego wina - co jest kompletną bzdurą, bo ja święta nie jestem. Czasami jest tak zajebiście, a czasami tak beznadziejnie jak teraz. Nikt nie mówił, że będzie lekko..
W pracy kociokwik, żale klientów, koleżanka z pracy zaczyna się zachowywać tak jak szefowa .. Ja czasem jestem taka gapą, że szkoda gadać. Wysłałam jedno CV,  generalnie marnie mi to idzie i ogłoszeń ciekawych też jest niewiele.
Idę spać bez dobranoc. Może jutro będzie lepiej?
Patrycja Markowska feat. Artur Gadowski - Ocean

13 czerwca 2017

Jinny joe



Mam swoje fazy.. Nie jestem przyzwyczajona do słuchania tego specyficznego tonu, którym przemawia do mnie czasem K. Ja też nie jestem święta. Po roku czasu, każdy z nas pokazuje swoje rogi, ale mimo to akceptujemy je nawzajem. I to się liczy obojgu nam się chce, ciągnie nas do siebie .. Może przyjdzie taki moment, jeden taki .. Może kiedyś .. :)

Dziś z racji tego, że mam wolne ( w pracy padł serwer) wybrałam się rowerem do szkółki roślin, nieopodal mojego miasta. Oczywiście wróciłam z trzema siatkami kwiatów, czyli: rozwarem wielokwiatowym, surfinią o drobnych kwiatkach, macierzanką cytrynową, goździkiem i dzwonkiem dalmatyńskim. Szczerze powiedziawszy, to nie lubię mieć tego co wszyscy. Choć w tamtym roku miałam różowe pelargonie stojące :P Ale każdy z sąsiadów ma surfinie albo pelargonie. Tym razem chciałam coś innego :) Do zrobienia zostały mi jeszcze doniczki, które zrobił mi tata. Musze je najpierw poprzecierać papierem ściernym, a potem pomalować na biało. Namawiam mamę do większej ilości roślin na balkonie, ale oczywiście zajmie mi to jeszcze pewnie z rok ..


Za miesiąc jedziemy z K. na koncert Męskiego Grania do Wrocławia :) pewnie pójdziemy też do Zoo :) także, myślę że będzie fajnie :) Tylko musimy znaleźć tani nocleg .. Co jest trochę problematyczne ..
Tymczasem.

30 maja 2017

Głupia ja.

Nie wiem dlaczego się tak zachowuje ostatnio..
K. ma dużo racji, jego słowa są gorzkie. Przykro mi, że sprawiłam Ci przykrość.
Głupia ja.
Chyba jestem trudna do życia w parze.
Ale chcę, ja chce ... Ciebie, nas razem.
Chcę poranków, wieczory, smutki i radości, leniwie, intensywnie, w zdrowiu i w chorobie.
Gdybym tego nie chciała nie było by mnie.

Przepraszam.
I kocham Cie. Bardzo mocno, chyba tak bardzo, że aż głupieje.