7 listopada 2017

Jakby kózka uważała to by paluszków "nie połamała" ..

Wszystko zaczyna się układać po mojej myśli. W nowej pracy zaczynam się wdrażać - pierwszego dnia byłam trochę przygnębiona, bo strasznie się wynudziłam, ale moja praca zaczyna nabierać tempa, co mi się podoba. Uczę się nowych rzeczy, i nie jest wcale tak jak twierdzi moja była szefowa, że boje się wyzwań. Na razie wszyscy mnie chwalą. Wiedzą, że mogą na mnie polegać. Kto wie, może kiedyś będę naczelnikiem? Chociaż chyba nie mam smykałki do przywództwa, gdy nie ma nikogo kto chcę pełnić te rolę, to wtedy mogę ją pełnić, ale nie wiem czy mam predyspozycje tak na dłuższą metę. Ale gdybym kiedyś była taką Panią naczelnik, to jaki to byłby rozwój osobisty.. W urzędzie mam więcej ruchu niż w prywatnej firmie .. Musze nauczyć się korzystać w pełni z możliwości Outlooka.. Miałam z ok. 5 telefonów z zaproszeniem na test bądź rozmowę kwalifikacyjną.. Jestem miło zaskoczona :) Tylko czemu po czasie, gdy znalazłam pracę :P?
Jutro już środa :) .. Mój wyjazd na Sylwestra nie jest zagrożony ;D Cieszę się przeogromnie ! Znowu spędzimy Sylwestra u p. Agnieszki w Karpaczu ;D I 1 stycznia zapewne pójdziemy w góry.. Oby tylko był śnieg, tak jak w tamtym roku - było przepięknie! Pszczoła!!! pojedź z nami .. 

W niedzielę z samego rana wybieram się z K. do Szczecina do Outletu, muszę sobie kupić spodnie, parę bluzek, kask na narty i gogle. K. też musi sobie parę rzeczy zakupić. Laptop - muszę go w końcu kupić, bo ta wciąż powiększająca się plama na matrycy mojego vaio zaczyna coraz bardziej mnie irytować. 
Tymczasem.



1 listopada 2017

Godzina 6:07, a ja od ponad pół godziny nie śpię. Dziś 1 listopada. Wczoraj ostatni dzień byłam w pracy, podziękowałam temu kto akurat był, dziewczynom kupiłam symbolicznie coś. Moje miesięczne wypowiedzenie dobiegło końca, spodziewałam się po sobie większej radości, ale tak nie jest. Smutno mi nawet trochę, spędziłam tam trzy lata rozpoczynając od stażu w księgowości, a kończąc na "dziale szkoleń" i projektach unijnych. No ale jest jak jest, na prawdę mogło być inaczej. Ale niektórzy ludzie chyba nigdy nic nie zrozumieją. W każdym razie jakby mi się nie udało itp. mogę wrócić - raczej to byłaby ostateczność, która mam nadzieję nigdy się nie wydarzy.

Przez południem jedziemy na jeden cmentarz, po południu jak pogoda i zdrowie K. pozwoli to przejdę się z nim na drugi cmentarz. Gdy kicha życzę mu 100 lat, a on mówi wtedy "wiem, wiem 20 bez turtleska" - i nie wie o co w tych słowach chodzi albo nie chce wiedzieć..

Jutro idę do nowej pracy po skierowanie na badania lekarskie. Ciekawe, ciekawe jak to będzie.. Zobaczymy, ale już nie mogę się doczekać.. Wiem, że co by się nie działo poradzę sobie.

Tymczasem.

21 października 2017

Nowa praca, nowe wyzwania.

Obudziłam się dziś z myślą, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Dostałam pracę. Tak bardzo się cieszę, tak bardzo! W pracy wiedzą tylko dwie osoby, reszta niech sobie na razie myśli, że jej nie mam. Wszyscy byli pracownicy, którzy już odeszli mówią, że i tak długo wytrzymałam. Tak, to prawda. I to tylko upewnia mnie w przekonaniu, że jestem twardą sztuką. Oczywiście wiele w tej pracy się nauczyłam, ale wiem też że praca może dawać więcej przyjemności i nawet w przypadku poznawania nowych rzeczy może być to mile stresujące. Wiem też, że jestem komunikatywna i  dobrze zorganizowana - i nie dam sobie wmówić, że jest inaczej. Dojrzewam długo do pewnych decyzji, nie podejmuje ich pochopnie. I jestem zadowolona, że odchodzę, nawet gdybym nie miała pracy - nie żałuję! Prawie wszyscy byli pracownicy, których miałam okazje poznać znaleźli pracę i są z niej zadowoleni. Usłyszeć po trzech latach, że nie wykazuje inicjatywy - bezcenne i smutne. I jeszcze usłyszeć to od osób trzecich. No teraz to faktycznie jej nie wykazuje, stwierdziłam że to nie ma sensu i tak jestem bee. Miłe słodkie "pierdzenie" mnie nie zwiedzie. Jeszcze tylko parę dni..

Chętnie bym pożyczyła szefowej, ale tak szczerze, na prawdę jej tego życzę - mniejszej rotacji w firmie i lepszej komunikacji. Może kiedyś jej się uda zbudować stały zespół. I życzyłabym pracownikom, żeby szefowa nie obgadywała byłych, obecnych pracowników - bo to czasem tak przykro słuchać.. 
Tymczasem idę się ogarnąć na spotkanie z Pszczółką.

Rozmówki z Pancią (czyt. mamą):
P.: "no byłam dziś w Tesco i nie było jajek, które bym chciała i poszłam do Lidla i tak w końcu kupiłam .. No ja nie wiem te kury strajkują czy co".

14 października 2017

Milion powodów

Wczoraj do 12 w nocy drukowałam nowe przepisy na obiady, a dziś przebudziłam się o 6:35, próbowałam zasnąć ale miałam taki natłok myśli, że nie udało mi się to. O 7 wstałam, zmieniłam pościel, zrobiłam galaretkę na placek, umyłam okno, posprzątałam dom. Pomalowałam paznokcie na czerwono i teraz popijam kawę - zastanawiając się co kupić na promocji w Rossmanie. W sumie to przydałby mi się tusz, puder, podkład i korektor pod oczy. Oglądam filmiki na yt , ale nie mogę się zdecydować na nic. W poniedziałek, rozmawiałam przez dwie godziny z moim K., który wracał z Niemiec,  przez telefon do godz. 23. Tamten dzień w spadku pozostawił mi nie wyspanie. Teraźniejszość  i mój humor dość średni. No nic dziwnego, na razie nie mam nowej pracy. Ale może, to dobry czas na podleczenie zdrowia, podładowanie bateryjek - muszę zacząć myśleć o tym w ten sposób, w końcu tyle czasu się męczyłam w obecnej pracy, tak długo się w sobie zbierałam. Gdzieś ostatnio słyszałam coś, apropo że nawet jak nic się nie dzieje, to jest to nowy początek. Jak wiele nowych początków w życiu przechodzimy? Jak wiele z nich może podsumować na plus? To wcale nie są nowe początki, tylko nowe sytuacje,  w których się (nie)odnajdujemy.
Jutro idziemy z K. do kina na "Pierwszy śnieg", przeczytałam prawie całą książkę, finał zobaczę na filmie. Mój K. ciągle pracuje, widujemy się tak na prawdę w weekendy od soboty wieczór, brakuje mi go, ale kocham to poczekam. I tak jestem czasem taka humorzastą jedzą, że jak sobie o tym myślę, to dziwie się że on ze mną wytrzymuje. Niech dziś jutro trwa jak najdłużej.
Tymczasem.


ORGANEK - Mississippi w ogniu

29 września 2017

Powiedziałam dość.

Leżysz obok mnie.. Twój oddech jest miarowy, cicho wystukuje myśli aby nie obudzić Cię. Nie wiem, czy ..nie wiem jak to będzie z nami, ale wiem jedno jestem z Tobą szczęśliwa.

(...)

Niedziela. Godz. 9 i telefon- musisz jechać na dyżur do pracy. Super. No to by było tylko w temacie weekendu razem. Szukam Ci prezentu urodzinowego, chyba go znalazłam, jednak zostawiam sobie ten wybór na potem.

(...)

Stało się. Punkt kulminacyjny nastąpił. Złożyłam wypowiedzenie z jednomiesięcznym okresem wypowiedzenia. Mój tata jak to usłyszał, powiedział że to najlepsza decyzja jaką podjęłam (w życiu? ciekawe). Rozum mówił - zostań przecież nie masz pracy, a serce - odejdź, to wszystko nie jest warte Twoich nerwów, stresu. Tutaj nawet nie chodzi o stres, ale zero nadzoru, a potem pytania dlaczego tak to zrobiłaś. Nie ma głupich pytań? Są. Nie jednokrotnie słyszałam "nie przychodź do mnie z pierdołami"... A tekst, którego do końca życia nie zapomnę i ten tekst chyba przeważył szalę jakiś czas temu - "niedługo to może będę Ci tyłek podcierała". Poza tym moja szefowa uważa, że to we mnie jest problem, ona nie ma sobie nic do zarzucenia. Dlatego podjęłam taką, a nie inną decyzje. I tak uważam że jestem silna, coś warta, nie jestem głupia (choć to uczucie osłabło w porównaniu do tego sprzed blisko 3 lat).
Nie wiem, czy to dlatego, że tyle o tym myślałam, czy tak z przypadku, ale miałam sen. Śniło mi się, że przechodziłam przez most, który był lekko rozebrany, jeden raz. Potem drugi raz, ale był on już rozebrany do stalowej konstrukcji, nadal dało się po nim iść. Następnie trafiłam do budynku, w którym zamiast drzwi były płachty i nie wiadomo było, którędy do wyjścia. Podjęłam decyzję, że wejdę przez "tą" płachtę, i jak się okazało dzięki temu znalazłam wyjście, odzyskałam wolność. I tak też było dziś, myślę że to mały/wielki krok do odzyskania równowagi wewnętrznej, jak i poszukania czegoś lepszego, niż biuro w którym obecnie pracuje.
I myślę, że to nie kwestia poddania się, ale siły i podjęcia wyzwania i ryzyka oraz szacunku do siebie samego.
Ostatnio jedna z byłych pracownic, pisała mi że byłymi pracownikami można byłoby obsadzić mniejszą sale kinową. To niezaprzeczalnie o czymś świadczy.
Tymczasem.



7 września 2017

Karpacz 09/2017

Jutro z rańca wybieramy się z K. do Karpacza na weekend. Z tej okazji wzięłam wolne w pracy, o które pytałam się w poniedziałek, dostałam zgodę. Dostałam ją, aby dziś usłyszeć " znowu Cie nie będzie, pewnie jutro będzie młyn" apropo tego znowu - ostatnio byłam na urlopie dwu tygodniowym podczas którego również do mnie wydzwaniali robiąc wielkie halo (nie odebrałam), i usłysząłam po powrocie że urlop w tym czasie to był gest dobry ze strony koleżanki (pytałam ją ze trzykrotnie czy na pewno mogę iść na urlop w tym terminie), ponadto przez prawie trzy lata nie byłam na żadnym zwolnieniu lekarskim, urlop biorę rzadko. Ponadto usłyszałam jeszcze od koleżanki: "chciałam z szefową usiąść do jednego tematu, nie mogę bo Ciebie nie będzie i muszę siedzieć w kancelarii, ale może jakoś usiądę" .. Superrr, pytasz się w poniedziałek czy możesz dostać urlop w piątek lub poniedziałek, dostajesz urlop w piątek, po to aby w czwartek wysłuchiwać tego stękania. Albo dzwoni klient, który jak się okazało czegoś dla nas nie robi, słowa koleżanki "szkoda że mi nie powiedziałaś że  z nim rozmawiałaś, bo on nie wystawia nam tego i tego ...", to mówię, jej że będę dzwoniła do niego raz jeszcze bo muszę, to przekaże jej słuchawkę, na co ona " nie, nie dawaj mi słuchawki, ja i tak nie mam czasu się tym dziś zająć" - to po hugo tak gadasz. Po prostu mam dosyć przysrywania, nękania psychicznego, mieszania mnie z błotem. Wszystkiego poprzednie kozły ofiarne odeszły, ja będę kolejna. Mam nadzieję, że szybciej niż oni wszyscy myślą. Ale są osoby, które twierdzą , że w moim kochanym miejscu pracy, jest pięknie i fajnie. Co z tego, że szefowa nie krzyczy jak coś zrobisz źle, ale nie pomaga Ci raczej jak sobie poradzić z danym tematem, przynajmniej mi. Jedyne co słyszałam, że ona tego nie robiła. Każe nam stawiać się w buty klienta, robię to wielokrotnie, dlaczego w moje buty prawie nikt się nie postawi .. Teraz jesteśmy na etapie, gnojenia mnie do końca. Ale nie będę kolejną osoba , która wyląduje w szpitalu psychiatrycznym. Ja jestem prostym człowiekiem, powiedziałam szefowej dużo ostatnio co myślę i że szukam innej pracy, ale ta rozmowa i tak była prowadzona, tak że to ja jestem taka, nie umiem radzić sobie ze stresem, nie lubię wyzwań. A ona jest taka wspaniała. Oczywiście, nie jestem nie omylna i popełniam błędy, ale niech nikt do mnie nie ma pretensji skoro nikt tego nie chce sprawdzać. Dopiero teraz, po x czasie, szefowa będzie sprawdzała to co robi, ale nie z powodu tego że jest taka cudowna, tylko dlatego że boi się że to ja mogę być taka beznadziejna. Po x czasie, a prosiłam oto ponad rok temu.
Jakby była taka wspaniała, to przez ponad 10 lat funkcjonowania na rynku, zatrudniała by stałą ekipę pracowników (rotacja), a nie tylko dwie osoby. Ponadto syf panujący w tej firmie odkąd tam jestem, mnie drażni. Ciężko pracować w takim bajzlu (osoba do sprzątania jest, ale się do tego nie nadaje wg. mnie, ale że moja szefowa chcę być taka wspaniała to przedłużyła jej umowę. Jest to osoba niepełnosprawna, która chowa się w toalecie gdy nie ma co robić.. Długo by opowiadać , w każdym razie ja tracę swój czas, aby pokazywać jej palcem gdzie przetrzeć kurz. Ok może faktycznie nie dowidzi, ale jak mi widzieć skoro wycierając kurz patrzy się na mnie, a nie na wycierane miejsce??!!) ..
Dlatego, cieszę się że jadę do Karpacza, pójdę w góry, odpocznę psychicznie, o ile nikt nie będzie do mnie wydzwaniał. Ta praca odbiła się na moim zdrowiu, śnie, samopoczuciu i relacjach z bliskimi, rodzina i zdrowie są dla mnie ważniejsze.
Idę się pakować, mam nadzieję, że jutrzejszy dzień zakończy się miło.

2 września 2017

Sięgam pamięcią do momentów (nie piszę, że czasów, bo nie czuje się starą), gdy kilka dni przed 1 września, zastanawiałam się w co się ubiorę na rozpoczęcie roku, gdy czułam  że nastąpi już za chwile koniec wakacji. Hmm to były fajne czasy, chyba najbardziej w pamięci utkwiło mi liceum. Lubiłam tych ludzi,, teraz po latach ma kontakt z 4 osobami i to taki od czasu do czasu.

 Jesień.
 Zimne, coraz ciemniejsze poranki. Kiedyś jej nie lubiłam, ale gdy byłam z S. to się zmieniło. Zabawne, jak pierwsza (nie)miłość, zapada w pamięci. Pewne miejsca  kojarzą mi się tylko z nim. Uśmiecham się na to wspomnienie. 
Ale, ale ... Na teraźniejszość rozpromieniam się totalnie. Choć jeszcze nie udało mi się znaleźć nowej pracy, to mam przy sobie mężczyznę, z którym mogę konie kraść. I to się liczy i to na pozytywach muszę się skupić. 

Łyk kawy i idę zakręcić loki, tzn. podrasować moje naturalne fale. 
Moja koleżanka w końcu znalazła (chyba) odpowiedniego faceta, fajnie widzieć jej szczęście. 
Szczęście przychodzi, w najmniej oczekiwanym momencie. 
Nigdy nie przestanie mnie to zadziwiać.